Podziwiam ludzi, którzy potrafią prowadzić piękne plannery, żyć w porządku, ustalać konkretne cele i krok po kroku je realizować, podczas gdy ja w większości płynę z prądem lub pod prąd. Nie potrafię odhaczać kolejnych punktów z pięknej, kolorowej lub minimalistycznej listy. Za każdym razem, gdy próbuję coś zaplanować, kreślę, bazgrolę i robię na kartce jeden wielki bałagan.

Zawsze czułam na sobie pewien rodzaj presji. W głowie brzęczał mi głos, który podpowiadał, że powinnam ogarniać bardziej. Skoro wszyscy inni planują sobie dni, tygodnie, miesiące i wreszcie życie, to może ja też powinnam. Im bardziej jednak starałam się nad sobą zapanować i stworzyć wizję kolejnych dni czy lat, tym większa wychodziła z tego katastrofa. Ilość zadań mnie przytłaczała i ograniczała wolność tworzenia, którą tak lubię. Dlatego zamiast presji wybieram wiarę – w siebie i własne możliwości. Jeśli w coś wierzę, zrobię to najlepiej, jak potrafię. W swoim tempie i stylu.

Życie podsuwa nam zbyt wiele okazji i szans, by z nich nie korzystać. I choć pewnie wielu z Was uważa, że zginęłoby w chaosie, gdyby nie planowanie, to chciałabym Was przekonać, że być może wtedy zaczęlibyście… żyć? Zdjęli ze swoich barków odrobinę ciężaru i dali się ponieść?

Ja tym roku nie chcę planować i marzyć. Do czego Was też zachęcam!

Ufać sobie i eksperymentować

Poprzedni rok pewien był obaw i lęków. Realizując kolejne zlecenia, dawałam z siebie wszystko. Przynosiłam do domu ogromną ilość zdjęć. Cud, że migawki w moich aparatach wciąż żyją! Na ślubach wciąż bałam się, że coś przegapię, to też nie odklejałam oka od wizjera. Wciąż byłam czujna. Po części kierowała mną sumienność – staram się dokumentować Wasze uroczystości, w taki sposób, w jaki chciałabym mieć uwieczniony własny ślub. W dużej mierze obawiałam się jednak reakcji na przygotowany przeze mnie materiał. Teraz już wiem, że wszelkie moje lęki dotyczące Waszego zadowolenia były bezpodstawne.

Nie jestem przecież przypadkowym przechodniem na tej uroczystości. Wybraliście mnie, bo znacie moją twórczość i chcecie bym to właśnie ja była z Wami tego dnia. Ta pewność to świetne uczucie. Dzięki niej wiem, że ufacie i dajecie mi… wolność.

A to sprawia, że chcę tworzyć więcej (a będzie tak na pewno, bo już w tym momencie mam dwa razy więcej zleceń niż w 2019!) i podchodzić do tego co robię jeszcze bardziej intymnie. Rozmawiać z Wami, poznawać, wchodzić w świat uczuć. Sprawiać swoją obecnością, że będziecie je okazywać. Przekładać to, co siedzi mi w głowie na kadry. Kombinować. Zmieniać. Patrzeć inaczej.

Uwieczniać te wszystkie półszepty, ciarki, muśnięcia. Sprawiać, by inni patrzyli na nie w taki sam, magiczny sposób jak ja.

Dokumentować kulturę

Studia kulturoznawcze na UMK rozkochały mnie w folklorze, ludowości. Wszystkim tym, co piękne i prawdziwe. Od kiedy po raz pierwszy spotkałam się z kobietami, które postanowiłam sfotografować, wiedziałam, że jakaś część mnie już zawsze będzie tego pragnęła. Poznawania ludzi, fotografowania ich, opisywania historii. Wiem, że udokumentowanie tej pięciopokoleniowej kobiecości to dopiero wstęp do czegoś większego. Jeszcze nie wymyśliłam, co to dokładnie będzie, ale wiem, że któregoś dnia spakuję sprzęt, założę plecak, wygodne buty i ruszę w podróż. Wierzę, że temat, którym powinnam się zająć sam mnie znajdzie. W końcu pojawi się na mojej drodze człowiek, książka, film czy choćby ulotka. Ktoś lub coś, co sprawi, że stworzę reportaż, o jakim zawsze marzyłam.

Dostrzegać codzienność

W moim rodzinnym albumie najbardziej lubię zdjęcia, których nikt się nie spodziewał, a już na pewno nie przygotowywał do zrobienia ich. Nie było kilku podejść, zmian ujęć, min. To właśnie one pokazywały to, jak żyjemy. Mama wyrabiająca ciasto, ja z siostrą trzymające się za rączki przed domem lub kucające pod jałowcem. Brat biegający po pokoju w chodziku. To właśnie te pamiątki wywołują dziś u mnie uśmiech, a nierzadko także wzruszenie. Takie zdjęcia chcę robić moim bliskim – rodzinie, przyjaciołom i sama być ich częścią.

Niech aparat będzie tylko dodatkiem do życia codziennego, a nie jego wyznacznikiem. Chcę żyć i fotografować to życie takim, jakie jest, by mieć co wspominać.  Zatrzymywać w kadrach naturalne i najszczersze emocje, które kiedyś przypomną mi, jaka byłam szczęśliwa.